to mój blog

Czy etat może być PASJOETATEM

Obserwuję taki trend: wszyscy chcą mieć biznes, firmę, biznes online (wybierz to, co ci pasuje). Większość nie chce pracować na etacie, aby nie było nad nimi kogoś, kto mówi im, co mają robić. Chcą być na swoim. Bo szef, bo głupia koleżanka z pokoju, bo nie chce im się tyrać od 8.00 do 16.00 (oczywiście ta 16.00 to wersja optymistyczna). Ważne jest, żeby mieć pasjobiznes (brrr, jak ja nie cierpię tego słowa…!).

Czy naprawdę każda z nas nadaje się do prowadzenia biznesu? Własnego biznesu. Czy chcemy cały czas myśleć o tym, że pod koniec miesiąca trzeba zapłacić ZUS? Albo że mijają sławetne 2 lata i kończą się niskie składki?

Zez u Ireny Eris

Nie, oczywiście, że nie. Irena Eris nie ma zeza.

Ja mam. Dlatego zwracam uwagę na każdego, kto też ma.

Wiem, u mnie nie widać. Wyćwiczyłam, żeby nie było widać.

Nie da się? Da się! Serio.

Ślązak godo i mówi

Gelender i ańcug – jak się ma do etatu marzeń.

W swoim czasie zrekrutowałam wielu kandydatów na przedstawicieli handlowych. Różni byli. Lepsi lub gorsi. Bardziej lub mniej zaangażowani. Bardziej lub mniej kompetentni. W kontekście pracy na etacie chciałam opowiedzieć wam o jednym z nich – Sebastianie.

Otóż Sebastian ino godoł. Godoł: „gelender” i godoł: „ańcug”.
Nie potrafił inaczej.

I co? I zaaplikował na stanowisko przedstawiciela handlowego.

Czujesz? Przedstawiciel handlowy, który mówi: „fuzekle”!

Sextelefon przy dworcu w Krakowie

Sekstelefon w krakowskiej budce

Wakacje 1997 roku. Sierpień. Beztroski studencki czas, który – choć był niezwykle ciekawy i ekscytujący – miał jeden feler: raczej nie obfitował w nadmiar kasy. Ale nawet bez kasy człowiek ogarniał wakacje. Po taniości.

Wybrałyśmy się z koleżanką w Polskę na około trzy tygodnie. Kraków był ostatnim etapem przed powrotem do domu. Jak przepuszczacie, pieniądze były na wykończeniu. Dawkowałyśmy sobie te złocisze, oj, dawkowałyśmy.

Ostatnie wpisy