to mój blog

Czy etat może być PASJOETATEM

Obserwuję taki trend: wszyscy chcą mieć biznes, firmę, biznes online (wybierz to, co ci pasuje). Większość nie chce pracować na etacie, aby nie było nad nimi kogoś, kto mówi im, co mają robić. Chcą być na swoim. Bo szef, bo głupia koleżanka z pokoju, bo nie chce im się tyrać od 8.00 do 16.00 (oczywiście ta 16.00 to wersja optymistyczna). Ważne jest, żeby mieć pasjobiznes (brrr, jak ja nie cierpię tego słowa…!).

Czy naprawdę każda z nas nadaje się do prowadzenia biznesu? Własnego biznesu. Czy chcemy cały czas myśleć o tym, że pod koniec miesiąca trzeba zapłacić ZUS? Albo że mijają sławetne 2 lata i kończą się niskie składki?

Dlaczego nikt nie mówi o pasjoetacie? Czy etat nie może być pasjoetatem? O, czyżbym stworzyła neologizm?

Mam wrażenie, że panuje trend przekształcania pasji w pasjobiznes. Własną firmę.

Nikt nie bierze pod uwagę tego, że etat również może być fajny.

Bo czy naprawdę nie może być? Czy nie może być miejscem, w którym realizujesz się i spełniasz swoje marzenia o fajnej pracy?

Nie ma grupy na Facebooku, która zrzeszałaby osoby lubiące swoją pracę (założyłam własną – „Jestem zadowolona na etacie”. Zapraszam!). Nie znalazłam grupy (jeśli jest, to bardzo, bardzo proszę o info), która mówi o tym, jak znaleźć pracę marzeń, jak dobrze wypaść na rozmowie rekrutacyjnej i jak poradzić sobie ze zróżnicowanymi pytaniami kolejnego pracodawcy.

Dlaczego pytamy tylko o to, jak się pozycjonować, jak budować stronę i zacząć zarabiać na współpracy blogerskiej, jak rozhulać fanpage, bo FB tnie zasięgi? Nikt nie pyta, jak napisać ciekawe CV i gdzie warto pracować. Oczywiście istnieją rankingi pracodawców, ale korporacyjnych. Wiarygodne czy niewiarygodne – to nie ma znaczenia.

Ale czy ty masz w swojej głowie ranking miejsc, w których chciałabyś pracować, czy jedynie mrzonki o własnym biznesie?

Nie neguję tego, tylko zauważam taki trend.

Czy wiesz, co lubisz, i – niekoniecznie w kontekście własnego biznesu – co chcesz robić, co cię interesuje, ale na etacie? Bo etat też może być satysfakcjonujący i przynosić poczucie spełnienia. Ale czy ty o tym wiesz?

Od dwudziestu lat pracuję na etacie i jest dobrze. Mam szefa, który mówi mi, co mam robić, ale mam też wolność, dzięki której mogę realizować tematy, które chcę realizować – bo są ciekawe, bo mnie rozwijają, bo dają mi fun. A pod koniec miesiąca ten etat zapewnia mi niezłą sumkę na koncie.

Ale błagam, nikt cię nie przyjmie na etat do ciekawej firmy, na dobre stanowisko, jeśli nie wiesz, dlaczego chcesz tam pracować. Przygotuj się na pytania typu: „Dlaczego chce pani u nas pracować?”, „Dlaczego aplikowała pani właśnie do nas?”.

Przede wszystkim aplikuj tam, gdzie naprawdę chcesz pracować – tylko wtedy będziesz wiarygodna, odpowiadając na to pytanie. Nawet jeśli jest ci obojętne, nigdy, przenigdy tego nie mów. Kobieto, ogarnij, proszę, ten temat w swojej głowie!

Wiesz, co słyszę, kiedy zadaję powyższe pytania? „Bo jesteście państwo dużą firmą”, „Bo jesteście państwo rozwijającą się firmą”, „Macie fajne reklamy”, „Bo znalazłam ogłoszenie”. Rany Julek! Jeżeli pojawi się ogłoszenie na główną księgową, również się zgłosisz, chociaż dotychczas zajmowałaś się sprzedażą?

Odpowiedzi podobnego kalibru jest wiele. Najbardziej interesująca jest odpowiedź numer 3, czyli: „Macie fajne reklamy”, bo przynajmniej oznacza, że osoba, która jej udzieliła, ma jakieś zdanie. A reszta odpowiedzi? Pożal się Boże! Jeśli mam spędzić cały dzień na słuchaniu tego typu wynurzeń, to mi się odechciewa. Rekrutacja osób, które nie wiedzą, czego chcą, jest męczarnią. Całe szczęście, że takie rozmowy stanowią znikomą część mojego etatu, w przeciwnym wypadku albo bym umarła, albo umieszczono by mnie w zakładzie psychiatrycznym.

Kobieto, dlaczego aplikujesz do firm, których nie znasz i nie lubisz, w dodatku nie wiedząc, z jakiego powodu chcesz dla nich pracować?

Dlaczego aplikujesz na stanowiska, które cię nie interesują?

Dlaczego zgłaszasz się na stanowisko konsultanta do spraw obsługi klienta, skoro nienawidzisz ludzi, warczysz na nich i masz problem z powiedzeniem „dzień dobry”, kiedy ktoś wchodzi do sklepu?

Dlaczego chcesz być panią od spraw księgowych w urzędzie miasta, skoro nienawidzisz cyferek i liczenia podatków?

Dlaczego aplikujesz na sprzedawczynię garniturów, skoro nie chcesz się nauczyć, jak dobierać skarpetki do koloru spodni, poza tym jest ci obojętne, że ktoś może wyglądać dramatycznie, bo nie do twarzy mu w poleconym przez ciebie kolorze?

Siedzicie potem jedna z drugą na etacie, sfrustrowane, i marzycie o pasjobiznesie. Ale gwarantuję, że jeśli ktoś nie potrafił zadbać na etacie o własny komfort psychiczny, to w swoim pasjobiznesie też nie odniesie sukcesu.

Jeśli nie dbasz o klienta, ponieważ to nie twoja firma, to nie będziesz umiała zadbać o niego również we własnym pasjobiznesie. Chyba że sztucznie, ale sztucznie można jedynie na krótką metę. Na dłuższą metę blef wykańcza i sprawia, że na twarzy widoczna staje się frustracja.

Tyle

i aż tyle…

Ostatnie wpisy