to mój blog

Kiedyś byłam brzydka…

Kiedyś byłam brzydka. Miałam pryszcze, zeza, nosiłam okulary, miałam kartoflowaty nos i drugi podbródek. Nie wiedziałam o tym, bo mój Tato widział we mnie bóstwo i wszystkim się chwalił, jaką ma zdolną i cudną córkę. W związku z tym ja również uważałam się za cud natury.

To, że jestem brzydka, odkryłam dopiero w wieku około 14 lat. A w jaki sposób się zorientowałam?

Otóż miałam przyjaciółkę, taką papużkę – nierozłączkę. Miałyśmy po 14 lat i zaczynali nas interesować chłopcy, a my ich. Tzn. ona ich zaczynała interesować, ja nie. To do niej się zwracali, kiedy byłyśmy we dwie. Gdy się z nami umawiali na spacery, to ważne było, żeby ona była, a ja to obojętne. A że psychologiem – amatorem byłam od zawsze, to zauważyłam to i zdiagnozowałam. Po latach, gdy się tym sytuacjom przyglądam, to widzę, że byłam świadoma czego mi potrzeba i na czym mi zależy. I oceniłam mózgiem czternastolatki, że zależy mi na zainteresowaniu chłopaków, ale niekoniecznie na podrywie, chodzeniu, etc. Powiedziałam sobie: jeśli nie mogę być ładna, to będę fajna. Świadomie podchodziłam do tematu, ale faktycznie szczerze i bez manipulacji. Oceniłam, że nie zrobię z siebie blondynki z alabastrową cerą, ale mogę być Magdą – kumplem. I to zadziałało. Od tej chwili byłam otoczona fajnymi chłopakami (a taki był cel). Trzy przyjaźnie przetrwały do teraz.

Dlaczego o tym piszę? Bo dopiero teraz zauważyłam to, że wtedy były to pierwsze świadome i skuteczne działania.

Wtedy świadomie stałam się SKUTECZNA.

I ktoś mógłby powiedzieć: biedne dziewczę, nie dość że pryszcze, to jeszcze okulary i zez (prawe szkło zaklejone plastrem – wyobraźcie sobie jak wyglądałam). Po prostu skazana na życiową porażkę.

Według standardu powinnam być zakompleksioną panią z owłosionymi nogami, patrzącą w dół i czekającą na cud.

A jednak nie jest tak – jestem atrakcyjna, pewna siebie, spełniona życiowo i zawodowo.

I skąd się bierze ta moja pewność? Z tego, że wiem co dla mnie ważne i dlaczego to coś jest dla mnie ważne. To jest podstawa podstaw.

Po prostu wiem.

I ja naprawdę tak działam. Wychodzę z założenia, że można wszystko, ale każdy może mieć inny sposób. Kwestia wiedzy o sobie, czego się chce i na czym nam zależy. Potem determinacja i… jest.

Wiem, wiem. Nie jest to takie proste. Ale realne.

Podstawą jest wiedzieć czego chcesz i dlaczego Ci na tym zależy.

Nie pitol w takim razie i po prostu włącz to „coś” u siebie. I nie mów, że nie da się. Pewne tematy odpuść, zajmiesz się nimi później. Teraz weź na tapet to, co na tę chwilę jest dla CIEBIE ważne. To co TERAZ.

Ostatnie wpisy